niedziela, 31 maja 2015

Rozdział pierwszy



Rose

Dzisiaj był ten dzień. Dzień, w którym przenosiłam się do innego miasta. Ojciec akurat teraz musiał dostać awans, dzięki któremu wyprowadzamy się do Sydney. W Alice Springs mieszkałam, wychowywałam się i miałam przyjaciół. Teraz musiałam to wszystko stracić. Myślałam, że to najgorszy dzień w moim życiu, jednak myliłam się. Wszystko zmieniło się, kiedy poznałam pewnego chłopaka…

W nowym domu było dużo więcej miejsca niż w poprzednim. Nie cieszyło mnie to specjalnie, ponieważ mieszkałam tu tylko z tatą. Moja mama zgineła, kiedy miałam cztery lata. Nie pamiętam jej. Bardzo chciałabym mieć mamę. Zawsze, gdy widziałam te wszystkie szczęśliwe rodziny coś mnie niszczyło. Obwiniałam się za to, że nie ma jej teraz z nami…
Gdy weszłam do swojego pokoju zobaczyłam że nie jest taki jaki go sobie wyobrażałam. Był słodki i różowy. Mój tata dalej myślał, że jestem i zawsze będę jego małą córeczką, która bawi się lalkami Barbie.   

-Rose mogę Cię prosić na chwilę?-Zawołał tata z dołu mieszkania, na co zerwałam się z miejsca. Zeszłam szybko, po czym popatrzyłam się na wysokiego mężczyznę ubranego w garnitur.-Kochanie, muszę wyjść, ponieważ mam rozmowę z nowym szefem.

-No dobrze, idź.-Pocałowałam go w policzek i szybko udałam się do swojego pokoju z zamiarem rozpakowania wszystkich rzeczy.

Po około dwóch godzinach wszystkie moje rzeczy, które zostały przywiezione z Alice Springs znalazły swoje miejsce w tych dość obszernych czterech kątach. Po wzięciu szybkie prysznicu i przebraniu się w świeże ubrania wyszłam z domu, aby zapoznać się z nową okolicą.

Niedaleko mojego domu znajdował się niewielki park. Usiadłam nad stawem i podziwiałam najbliższą okolicę. Mój wzrok skupił się na sylwetce dziewczyny w czerwonych włosach. Nie był to codzienny widok-dziewczyna w czerwonych włosach, z czarnymi obcisłymi rurkami rozdartymi na kolanach i koszulką delikatne przetartą w niektórych miejscach. No cóż… Sydney jest dziwne na pierwszy rzut oka.

Bez dłuższego zastanowienia podeszłam do niej. Czy na pewno była to dobra decyzja? Czy na pewno nie pakuje się w coś złego? Raz się żyje… Delikatnie szturchnęłam ją w ramie, na co czerwonowłosa delikatnie wzdrygnęła.

-Przepraszam, że Cię przestraszyłam.-Popatrzyłam na jej twarz z zaciekawieniem. Miała przekłutą wargę i brew. Jak już mówiłam niecodzienny widok

-Nic się nie stało. Mam na imię Mia.-Uśmiechnęła się i podała mi dłoń. Ścisnęłam jej dłoń, po czym także się uśmiechnęłam.

-Rose. Mam na imię Rose.-Dziewczyna patrzyła na mnie jak na osobę chorą psychicznie. Jej wyraz twarzy mówił sam za siebie. Nie pasowałam tutaj. Byłam skromną szatynką z niebieskimi oczami i koszulką z logiem ulubionego zespołu. A ona? Była przysłowiową ‘Bad girl’.

-Nie jesteś stąd.-No, co Ty nie powiesz.-Jesteś inna niż my. Sydney zmienia ludzi.-Jej wypowiedź nie znaczyła nic dobrego. Wiedziałam, że to miasto nie będzie jednym z bezpieczniejszych miast. Wiedziałam, że coś się tu dzieje, ale każdy boi się zacząć tego tematu. Czy to na pewno był dobry wybór żeby przeprowadzać się tutaj z ojcem? Przecież mogłam zostać w Alice i wynająć sobie małe mieszkanie i iść do normalnej pracy. Skończyłam już dziewiętnaście lat, więc nikomu by to nie przeszkadzało. Jak zwykle musiałam być dobrą córeczką i wspierać tatę w jego karierze.

Czy dobrze skończy się to dla mnie i dla mojego zdrowia? Czy na pewno jestem tu bezpieczna?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz